Czy to normalne, że myśle o nim od dwóch dni i nie mogę przestać?
O nie, to takie nie w moim stylu.
Już przestaję!!
droga
widzę ścieżkę
znak za znakiem
wszystkie takie same
zbyt jaskrawe
nie wiem do kąd
stop!
nic nie widzę
ciemno ciemno
głucho
nie widzę cie!
już nie czuję
już ciebie nie ma
i nic już nie ma
już nie istnieje
co teraz? czy mam biec dalej
czy usiąść
zniknąć
spójż! droga…
Po deszczu tak rześko.
Chmurki schowały oczy
Słońce patrzy.
Ludzie włączyli miasto.
Zaczęli żyć.
Mało w tym wszystkim prawdy,
a kropla hipokryzji się przydaje…
Daje więcej koloru, więcej pewności.
Samotność i poczucie beznadziei…
Chyba mam za małe serce, zbyt małe by kochać.
Oddycham i żyje tylko znowu nie wiem po co.
Patrze na ludzi przez pryzmat szarości i widze twarze.
Wszystkie tak różne. Każda z kroplą siebie.
Strach zawładnął pustką
Wojna! Walka ze schematem.
Ból oznacza życie.
Chcę wiedzieć kim jestem!
Tak, chora na niewiarę.
Zawrócić Ci w głowie i umrzeć, bez litości!
Zapomnieć wszystkie słowa, które mówią o zazdrości.
Pamiętać to spojżenie, nie oddać i nie złamać.
Dać sobie zbyt wiele i umrzeć kochana.
Nie czekać na chwile, na wiatr nie do zniesienia.
Nie chce umrzeć w ten sposób, ten wiatr kradnie marzenia.
Miłość to taki bardzo głęboki dołek, w który trudno wpaść, ale jeszcze trudniej go ominąć.
Czycha w nim drapieżna zwierzyna i koszyczek słodyczy.
Ale ludzie! To przecież nadal tylko dołek!
No dobra. Muszę z przykrością przyznać, że wakacje powoli zanikają. I to nie tylko ze względów czasowych, ale też z powodu ponurej, deszczowej i generalnie dupnej pogody..
Wakację spożytkowałam dość dobrze, chociaż jak każde i te były zbyt krótkie!!
Wyjazd w góry pomógł mi sobie wszystko troszke poukładać. Nabrałam więcej mocy i teraz pozostaje mi jedynie modlić się o to, by było jej dosyć dużo.
Pogóbiłam się już do reszty. Prawie jak za dawnych gorszych czasów.
Zamazały się kontury mojej osobowości w całym miszmaszu nic nieznaczących, ciężkich pod względem zapomnienia znajomości.
Wystarczyła chwila nieuwagi i serce przejęło kontrole nad wszystkim.
Potrzeba mi teraz tylko pięknych zachodów i niezręcznie zabawnych wschodów słońca u boku porządnego, niezobowiązującego kompana.
W poszukiwaniu życiowych priorytetów i siebie pośród słów “życzliwych” ludzi wyruszam przed siebie.
Dla Ciebie bezpowrotna.
Dla reszty bez pożegnania.
Pamiętam jak dziś.
Zachody słońca w moim domu.
Sobota wieczór.
Mrok zaciera smutki dnia,
daję niespokojne uczucie szczęścia.
Tak ulotne…
Każda minuta przelękniona, jak ćma w świetle żarówki.
A jednak tyle w tym ulgi, wolności.
Czas podsumowań.
Miniony rok był trudny, nowy…
Przeprowadzka z jednego w drugi całkiem inny świat.
Z torbą pełną ubrań i sercem pełnym złudzeń rozpoczęłam wyczekiwaną od tak dawna przygodę.
Z małą grupką przyjaciół, którym należą się tu wielkie podziękowania przeszłam przez tak niełatwy ale też mocno pozytywny czas.
I z perspektywy dnia dzisiejszego wspominam.
Dziwni ludzie. Dużo imion i twarzy. Z tej liczby kilka wyrożninych w sercu i duszy.
Był okres mroku i samozaparcia, był też taki w którym brakowało kogolwiek, i taki kiedy zbyt wielu było fałszywych przyjaciół.
Kilka osób, których cząstka zamieszkała w mojej duszy na zawsze…
Nie brakowało chwil wspaniałych, niezapomnianych i jakże ulotnych.
To co warto podkreślić: nie żałuje i nie będę żałowała żadnej mojej decyzji, żadnego kroku.
Nawet słowa padające z moich ust, które zadały ból ,nie są warte cofnięcia czasu. Nawet gdybyś był na nowo i nie odszedł po raz drugi.
Życie jest bardzo grubym, zwartym łańcuchem. Nie ma w nim miejsca na żal czy choćby moment wahania…
Po całym roku życia tutaj wiem, że wygrywają tylko ci silni, uparci i tacy, którzy wiedzą czego chcą, co jest ważne.
Dla mnie ważny jest Bóg, przyjaciele (zawsze wierni), i rodzina.
Ale w lesie pięknie pachnie!
Jest niesamowicie. Wróciły wspomnienia- te najwcześniejsze. Cisza, spokój… i tylko szmer starego samochodu od czasu do czasu. Ptaki próbóją mi coś powiedzieć. Słońce aż łaskocze promieniami. W obłokach czuje się obecność Boga.
Zanikają problemy. Uśmiech budzą naiwne, rozbawione pieski.
Trudno mi dzisiaj powiedzieć co czuję. Niczego już nie jestem pewna.
Jednym słowem nie chce mi się czuć i bawić w życie.
Dziś liczy się tylko ta chwila, jedynie ona ma sens.

A raczej jednej, która doprowadziła mnie do gniewu, bezradności i frustracji.
W tym momencie, myślę że mam przewagę nad nim. Chociaż tej farsy nie można nawet nazwać wojną.
A najgorszy w tym wszystkim jest gniew, który siedzi gdzieś głęboko we mnie.
Dlaczego nie mogę się uwolnić? nie mogę nic powiedzieć? Z czystych resztek przyzwoitości, jakie we mnie goszczą…
Dobra wiadomość jest taka, że te wcześniej wymienione resztki niedługo przestaną istnieć… tak czuję.
Wydziera mi je, nie tak dawno nowo poznany świat pełen złudnych marzeń, chwilowej iluzji, nędznych prototypów. Wydziera je z nieznaną dotąd siłą, tak szybko i tak niepostrzeżenie, że czasami zapominam pamiętać o “mnie” z przed kilku miesięcy.
Co kolwiek się stanie, i jak brutalne to nie będzie- przysięgam, że nie pożałuję najmniejszego ruchu w tej grze.