Po deszczu tak rześko.
Chmurki schowały oczy
Słońce patrzy.
Ludzie włączyli miasto.
Zaczęli żyć.
Mało w tym wszystkim prawdy,
a kropla hipokryzji się przydaje…
Daje więcej koloru, więcej pewności.
Ten blog mówi o tym, czego Ty boisz się powiedzieć.
Po deszczu tak rześko.
Chmurki schowały oczy
Słońce patrzy.
Ludzie włączyli miasto.
Zaczęli żyć.
Mało w tym wszystkim prawdy,
a kropla hipokryzji się przydaje…
Daje więcej koloru, więcej pewności.
Zawrócić Ci w głowie i umrzeć, bez litości!
Zapomnieć wszystkie słowa, które mówią o zazdrości.
Pamiętać to spojżenie, nie oddać i nie złamać.
Dać sobie zbyt wiele i umrzeć kochana.
Nie czekać na chwile, na wiatr nie do zniesienia.
Nie chce umrzeć w ten sposób, ten wiatr kradnie marzenia.
Pogubiłam się już do reszty. Prawie jak za dawnych gorszych czasów.
Zamazały się kontury mojej osobowości w całym miszmaszu nic nieznaczących, ciężkich pod względem zapomnienia znajomości.
Wystarczyła chwila nieuwagi i serce przejęło kontrole nad wszystkim.
Potrzeba mi teraz tylko pięknych zachodów i niezręcznie zabawnych wschodów słońca u boku porządnego, niezobowiązującego kompana.
W poszukiwaniu życiowych priorytetów i siebie pośród słów “życzliwych” ludzi wyruszam przed siebie.
Dla Ciebie bezpowrotna.
Dla reszty bez pożegnania.
Pamiętam jak dziś.
Zachody słońca w moim domu.
Sobota wieczór.
Mrok zaciera smutki dnia,
daję niespokojne uczucie szczęścia.
Tak ulotne…
Każda minuta przelękniona, jak ćma w świetle żarówki.
A jednak tyle w tym ulgi, wolności.
Czas podsumowań.
Miniony rok był trudny, nowy…
Przeprowadzka z jednego w drugi całkiem inny świat.
Z torbą pełną ubrań i sercem pełnym złudzeń rozpoczęłam wyczekiwaną od tak dawna przygodę.
Z małą grupką przyjaciół, którym należą się tu wielkie podziękowania przeszłam przez tak niełatwy ale też mocno pozytywny czas.
I z perspektywy dnia dzisiejszego wspominam.
Dziwni ludzie. Dużo imion i twarzy. Z tej liczby kilka wyrożninych w sercu i duszy.
Był okres mroku i samozaparcia, był też taki w którym brakowało kogolwiek, i taki kiedy zbyt wielu było fałszywych przyjaciół.
Kilka osób, których cząstka zamieszkała w mojej duszy na zawsze…
Nie brakowało chwil wspaniałych, niezapomnianych i jakże ulotnych.
To co warto podkreślić: nie żałuje i nie będę żałowała żadnej mojej decyzji, żadnego kroku.
Nawet słowa padające z moich ust, które zadały ból ,nie są warte cofnięcia czasu. Nawet gdybyś był na nowo i nie odszedł po raz drugi.
Życie jest bardzo grubym, zwartym łańcuchem. Nie ma w nim miejsca na żal czy choćby moment wahania…
Po całym roku życia tutaj wiem, że wygrywają tylko ci silni, uparci i tacy, którzy wiedzą czego chcą, co jest ważne.
Dla mnie ważny jest Bóg, przyjaciele (zawsze wierni), i rodzina.
Ale w lesie pięknie pachnie!
Jest niesamowicie. Wróciły wspomnienia- te najwcześniejsze. Cisza, spokój… i tylko szmer starego samochodu od czasu do czasu. Ptaki próbóją mi coś powiedzieć. Słońce aż łaskocze promieniami. W obłokach czuje się obecność Boga.
Zanikają problemy. Uśmiech budzą naiwne, rozbawione pieski.
Trudno mi dzisiaj powiedzieć co czuję. Niczego już nie jestem pewna.
Jednym słowem nie chce mi się czuć i bawić w życie.
Dziś liczy się tylko ta chwila, jedynie ona ma sens.

Małgorzata Hilar
My z drugiej połowy XX wieku
rozbijający atomy
zdobywcy księżyca
wstydzimy się
miękkich gestów
czułych spojrzeń
ciepłych uśmiechów
Kiedy cierpimy
wykrzywiamy lekceważąco wargi
Kiedy przychodzi miłość
wzruszamy pogardliwie ramionami
Silni cyniczni
z ironicznie zmrużonymi oczami
Dopiero późną nocą
przy szczelnie zasłoniętych oknach
gryziemy z bólu ręce
umieramy z miłości
Wczoraj zbudziły mnie promienie słońca. Te same, które nie raz prowadziły do szaleństwa a nawet obłudy…
Nie wiem co było zapalnikiem, ale pomyślałam, że zwyczajnie do niego podejdę i powiem, że to wszystko nie ważne.
Że nie chce już dłużej go unikać,
że chcę przeprosić za winę, która częściowo spoczywa na mnie,
że chcę aby na nowo nazwał mnie swoim przyjacielem.
I gdy już po raz 526-ty powtarzałam sobie w głowie formułkę jaką wcześniej przygotowałam; wchodząc do sali spostrzegłam, że jego tam nie ma. Nie ma.
Po konsultacji ze znajomą i wojnie ze sobą, dochodze do wniosku i osobiście przyznaję, że są rzeczy, czyny i słowa, których nie możesz naprawić, cofnąć, zmienić. I mówię to właśnie ja- ta która nigdy nie daję za wygraną.
Nie możesz zrobić nic, bo lekarstwa na taki ból nikt jeszcze nie wymyślił.
Jakoś to tak umyka pośród spraw
I nagle któregoś dnia, w pewnej chwili
świadomość życia odbiera Ci mowę
Żyjesz!
Słyszysz?
Możesz dotykć ziemi sopami,
rysować słońce,
patrzeć w niebo,
wąchać kwiaty,
zabijać wspomnienia,
możesz nawet deptać zieleń ogrodu
i przedzierać się wsród puchów babiego lata
Nie możesz tylko jednego-
nie możesz przestać o nim myśleć.
Jak dobrze jest znaleźć sens. A już najlepiej jest znaleźć go w sobie, w roślinach, w murach, w ludziach dokoła…
Nie w jakiejś tam miłości- to było by zbyt proste.
Myślę, że miniony czas dał mi siłę. Mam jej coraz więcej i czuje że rośnie we mnie niczym jeszcze zielony mlecz… Jedyne czego się boję to fakt że mlecze z czasem stają się szare i niszczy je wiatr…
Znasz tą chwilę kiedy myślisz: “kocham to co robię i to co robię jest dobre, a to co robię kocha mnie”- cytat niczym z Pisma, ale może warto by o tym pomyśleć?
Czerwone glany, pełno pomysłów i tylko myśl o Tobie przyprawia mnie o szaleństwo. Czarne długie włosy i oczy upadłego anioła. Żadne inne oczy nie mówią tak wiele. Żadne inne oczy nie dają tyle siły.
Tylko Ty.
Jeśli więc nie Ty to kto?
…
Natchnienie mi gdzieś zwiało, ale trudno. Pierwszy raz piszę myśląc, więc i post pewnie będzie z zakalcem.
Widziałam go. Siedział. Na ławce. Miał plecak czerwony jak maki na łące i oczy brązowe niczym… g..gó..gówn..
nieważne.
Siedział i rozmawiał. Nie ma tu znaczenia z kim, jak i gdzie dokładnie była ławka. Kiedy zauważyłam jego oczy gdzieś we mnie utkwione, nic innego nie istniało. Nic.
Nie widziałam go od wakacji. A ta jedna chwila musi zostać tu wyryta, bo zapomnę- czego nie chce najmocniej.
Bo nauczyłeś co jest ważne.
B. Ave